Kurier Polski

INFORMATOR POLONIJNY

Bykowe! Powrót do rabowania narodu?

Podatek od bezdzietnych singli. Cztery miliony Polaków mają o czym myśleć

11.08.2018

Wiceminister infrastruktury i rozwoju Artur Soboń luźno rzucił wczoraj propozycję podatku od bezdzietnych, tzw. bykowego. Na wypadek, gdyby zaczęto pomysł traktować poważnie, postanowiliśmy oszacować, ilu osób w Polsce mogłoby to dotyczyć.

 

Po co taki podatek? Żeby rodziło się więcej dzieci, a ludzie byli bardziej odpowiedzialni. Taka przynajmniej idea stała za daniną zaraz po wojnie, kiedy trzeba było odbudowywać naruszoną tkankę społeczną.

Z pomysłem „bykowego” wystrzelił ostatnio nie byle kto, ale wiceminister resortu infrastruktury i rozwoju Artur Soboń w rozmowie z „Faktem”. - Prywatnie uważam, że takie osoby (bezdzietni single - red.) powinny płacić „bykowe”, bo to by skłoniło ich do założenia rodziny - powiedział gazecie.

 

PIT większy o 20 procent

 

Podatek „bykowy” w PRL wprowadzono zaraz po wojnie. Dotyczył on osób powyżej 21 lat, a po 1956 r. granicę wieku podniesiono do lat 25. I tak aż do 1973 r., kiedy podatek zniesiono.

 

Polegał na zwiększeniu podatku dochodowego o 20 proc. osobom, które przekraczały wiek 25 lat, a nie miały ani małżonka, ani dzieci na utrzymaniu. 10-proc. dodatek do daniny dotyczył tych, którzy co prawda byli w związku małżeńskim od dwóch lat, ale bez dzieci.

Czy taka „zachęta” finansowa motywowała, żeby się pośpieszyć ze ślubem i płodzeniem dzieci? Rodziło się ich wtedy faktycznie sporo. W 1955 r. aż 794 tys. - dwa razy więcej niż obecnie.

A teraz? Z roku na rok przesuwa się wiek, w którym zawiera się w Polsce małżeństwo. W 2017 r. panny młode miały średnio 26 lat i 10 miesięcy, a panowie młodzi 28 lat i 10 miesięcy. To ponad rok więcej niż jeszcze w 2010.

Młodzi Polacy odkładają decyzję o ślubie i dzieciach, a to by poukładać sobie życie zawodowe, a to by poszaleć póki można, pojeździć po świecie. W rezultacie, mimo że państwo wydaje 24 mld zł rocznie, by zwiększyć dzietność, to ta ostatnio jak na złość przestała rosnąć. Od listopada liczba urodzin wręcz spada. Wygląda na to, że 500+ przestało działać.

 

Z badań wynika przy tym, że problem jest z decyzją o pierwszym dziecku. Jeśli chociaż jedno już w rodzinie jest, to dzięki 500+ chętnie decydujemy się na drugie i wtedy z radością przygarniamy 500 zł miesięcznie. Ale tu rząd może widzieć problem, bo nie dał motywacji, by poczynać dziecko numer jeden.

 

Cztery miliony "byków" i "bykówek"

 

I tak właśnie może powstawać w głowach ministrów pomysł „bykowego”. To w przeciwieństwie do 500+ motywacja negatywna. Postanowiliśmy oszacować, ilu osób mogłaby dotyczyć.

Brak nam precyzyjnych danych, pozostają więc tylko szacunki. Według ostatnich wyliczeń małżeństw było w Polsce 8,96 mln, a co za tym idzie małżonków było łącznie 17,92 mln.

Jeśli wzorem PRL podatek nałożony mógłby być na 25-latków i starszych, to takich osób w Polsce jest łącznie 28,54 mln. Gdy odejmiemy od tego liczbę małżonków, zostaje nam 10,61 mln ludzi.

 

Skorygujmy to jeszcze o osoby w wieku poprodukcyjnym, które nie mają dochodów, a tylko emeryturę, więc... zostaje nam 2,62 mln osób.

Niezbędna jest jeszcze jedna korekta. W grupie „małżonków” jest spora grupa emerytów, a w powyższych wyliczeniach odjęliśmy takie osoby dwukrotnie: raz w liczbie emerytów, drugi raz w liczbie małżonków. Trzeba więc wyliczenie 2,62 mln osób przeszacować w górę. Przyjmijmy, że łącznie około 4 mln może być na celowniku „bykowego”.

Według wyliczeń GUS w Polsce pracuje 16,34 mln osób, czyli „bykowe” obciążyłoby 24,5 proc. pracujących.

 

28 zł miesięcznie na "byczą" głowę

 

Wpływy z PIT w pierwszej połowie 2018 r. wynosiły 27,6 mld zł. 24,5 proc. od tej kwoty to 6,76 mld zł. Jeśli PIT miałby być powiększony przez fiskusa o 20 proc., to znaczy, że do budżetu wpływałaby rocznie dodatkowo kwota 1,35 mld zł. Na każdego z czterech mln „byków” i „bykówek” przypadałoby do zapłacenia po 28 zł więcej miesięcznie.

 

Pomysł „bykowego” to kolejna z wrzutek ze strony rządzącej. Niedawno wiceszef komisji finansów, poseł PiS Janusz Szewczak rzucił w przestrzeń medialną pomysł zwiększenia programu 500+ do 1000+. Robi to wrażenie, jakby władza sondowała opinię publiczną odnośnie akceptacji różnych form wspomagania dzietności.

Jeśli chodzi o branie przykładu z PRL, miejmy tylko nadzieję, że nawet jeśli „bykowe” będzie poważnie rozważane, to na tym się skończy. Ciekawa sprawa z lat PRL, która regulowała „bykowe” przewidywała aż 27 progów podatkowych. Zaczynały się od 5, a kończyły na 50 proc. dochodu.

© Copyright 2010 - 2018 Kurier Polski

ISSN 2046536